Rozczarowania. Nie tylko moje

Lokalne portale obiegła wiadomość o głosowaniu na wrześniowej sesji Rady Miejskiej we Wschowie. Chodzi o to, że w czwartek radni zdecydowali się przychylić do wniosku Starostwa Powiatowego w Górze o rozwiązanie umowy z Miłoszem Czopkiem.

Przed samym głosowaniem, odbyła się dyskusja z udziałem radcy prawnego, do którego mam słabość prawdę mówiąc, ponieważ swego czasu w zdecydowany sposób napiętnował sfałszowanie głosowania  podczas komisji oświaty i kultury i w zdecydowany sposób mówił do przewodniczącego tej komisji, że zasady obowiązują wszystkich (pisałem o tym – TUTAJ). Swoją drogą, myślałem wtedy, że ta kompromitacja przewodniczącego komisji skończy się jakąś honorową decyzją i przewodniczący najpierw zrezygnuje z funkcji przewodniczącego, a potem, jak przystało na człowieka honoru, złoży mandat radnego. Ale widzę, że nadal piastuje tę funkcję w radzie, ba, nadal jest radnym. Cóż, pozostaje wierzyć, że to jego ostatnia kadencja. Kompromitująca, ale – daj Boże – przynajmniej ostatnia.

Wracając jednak do tematu. Każdy zapewne przeczytał relacje z tej dyskusji i zna wynik głosowania. Zatem nie będę tego relacjonował, przejdę od razu do wniosków, a właściwie do moich rozczarowań.

Coś się dzieje w mieście

Kompletnie nie przekonały mnie sugestie tak radnego Czopka, jak i radnej Katarzyny Owoc-Kochańskiej, jakoby w mieście coś się szczególnego działo przed czwartkowym głosowaniem. To znaczy – wiadomo, że w mieście nic wielkiego się nie działo, natomiast radni sugerowali, przynajmniej tak to można było zrozumieć, że trwały w obozie rządzącym rozmowy, bo być może nie wszyscy byli przekonani do tego, jak głosować.

Więc trzeba chyba wyraźnie powiedzieć, bo wszyscy jesteśmy dorośli, a co niektórzy radni pełnią tę funkcję i bawią się w lokalnych polityków nie od dzisiaj, że to nic takiego, że coś się w mieście działo. Zawsze się coś dzieje. Kiedy w gazecie, wydawanej przez stowarzyszenie Miłosza Czopka, pisano głupoty o przewodniczącej Rady Miejskiej, to też w mieście się coś działo przed publikacją. Kiedy w poprzedniej kadencji radni, związani z Miłoszem Czopkiem i burmistrz Danutą Patalas, postanowili opuścić salę zgromadzeń, na znak protestu, bo wierzyli w głupoty wypisywane w tejże gazecie, to też coś się w mieście działo przed pamiętną sesją. A to jedynie świadczyło o tym, że to histeryczne (nie mylić z historycznym) dzianie się, ma miejsce zawsze, kiedy jakaś grupa radnych zamierza postąpić tak, a nie inaczej. Wtedy coś się dzieje. Robienie z tego jakiegoś tajemniczego dziania się, dezawuuje trochę dorosłych ludzi, którzy chcą pełnić rolę lokalnych polityków. A już kiedy to robi były wiceburmistrz, czyli kiedy były wiceburmistrz twierdzi, że coś w mieście się działo, to z całym szacunkiem, mam wrażenie, jakbym słyszał kogoś, kto nie ma pojęcia lub udaje, że nie ma pojęcia na czym polega polityka. Nawet jeżeli to jest polityka na tak niskim poziomie, jak ta we Wschowie. Bo przecież na koniec okazuje się, że po raz kolejny z tego wielkiego dziania się, radni, którzy zagłosowali niezgodnie z wolą byłego wiceburmistrza, okazali się skuteczniejsi, bo w ostatecznym rozrachunku było ich więcej. Do tego sprowadza się w ogóle cały mit tak zwanej polityki – do skuteczności. Więc kiedy usłyszałem słowa byłego wiceburmistrza, który mówił, cytuję: zresztą myślę, że państwo doskonale wiecie, co się w ciągu ostatnich dni w naszym pięknym mieście działo. To zapewne niewyrobiony odbiorca pozostanie z wrażeniem, że coś tam znowu knują przeciwko bezbronnemu radnemu. Myślę jednak, że tak naprawdę należałoby odczytać tę wypowiedź bezbronnego radnego w ten sposób: doskonale wiem, że nie wygram tego głosowania, bo na tym polega polityka, czyli na tym, komu uda się zebrać większość wokół konkretnej sprawy. Mnie się nie udało. Jestem nieskuteczny.

I to jest moje pierwsze rozczarowanie. To znaczy takie, że przy tego rodzaju dyskusjach, lokalna polityka schodzi do przedszkola i udaje, że nie rozumie w czym bierze udział. Wolałbym jednak, żeby nie udawano i raczej wykorzystano obrady sesji do jakichś błyskotliwych wypowiedzi, które mogłyby wzbudzić w tej większości jakiś zamęt, niepewność co do podjętej decyzji. A tak, mamy to, co mamy. Przedszkole.

Miasto w swojej naturze depresyjne

Drugie moje rozczarowanie właściwie nie jest moim rozczarowaniem. Związane jest z argumentacją radnych, którzy stanęli w obronie Miłosza Czopka. Myślę, że rządy byłego wiceburmistrza każdy w tym mieście pamięta. Zakończyły się one spektakularną porażką w drugiej turze wyborów na burmistrza Wschowy. I raczej większość miasta za nim nie tęskni, chociaż prawdę mówiąc – miasto jest w swojej naturze depresyjne i kto wie – może akurat tęskni.

W polityce traci się stanowiska przy zmianie władzy

Wracając do argumentacji radnych, którzy stanęli w obronie Miłosza Czopka. Gdyby na to spojrzeć przez pryzmat polityki, to w sumie trzeba zauważyć, że radny Przemysław Gliński reprezentuje Prawo i Sprawiedliwość, które właśnie straciło starostwo w Górze i w efekcie tego, nowe władze starostwa zamierzają się rozstać z radnym Czopkiem. Kiedy we Wschowie władzę przejęła burmistrz Danuta Patalas, to pracę stracił, jak wiadomo, ówczesny sekretarz gminy Andrzej Nowicki. Jak to mówił radca prawny, zatrudniony we wschowskim urzędzie w poprzedniej kadencji, nowe władze dobierają sobie najbliższe otoczenie według ustalonego, politycznego scenariusza, a potem dopiero zabierają się do pracy.

Czy wraz z utratą zaufania do zwalnianych pracowników, idzie w parze zgodność z kodeksem pracy – to już osobna sprawa i o tym zapewne, tak jak w przypadku Andrzeja Nowickiego, być może również w przypadku Miłosza Czopka – zdecyduje sąd. Co by jednak nie mówić, w wymiarze politycznym – są to naturalne działania. Więc – podsumowując – być może obrona radnego Czopka przez radnego Glińskiego jest po prostu wynikiem rozczarowania utratą starostwa w Górze przez Prawo i Sprawiedliwość.

Rozczarowanie rządami obecnego burmistrza

Natomiast w przypadku radnej Katarzyny Owoc-Kochańskiej – która przypomniała na sesji, w jaki sposób ona i jej stowarzyszenie było traktowane przez byłego wiceburmistrza w poprzedniej kadencji, jej postawa niesie trochę inne konotacje. Bo jestem o tym przekonany, że obrona radnego Czopka jest wynikiem ogromnego rozczarowania rządami obecnego burmistrza. Gdzieś w komentarzach przeczytałem, że radna robi na złość obecnemu burmistrzowi. Szczerze mówiąc – wątpię. To znaczy każda próba psychologizowania tego rodzaju postaw, w mojej ocenie, prowadzi na manowce i zaciemnia polityczne realia. A wyglądają one dzisiaj tak, że część wyborców, byłaby skłonna postąpić podobnie, jak radna Owoc-Kochańska, właśnie dlatego, że jest rozczarowana rządami obecnego burmistrza. I to wcale nie oznacza, że gdyby mogła, oddałaby Wschowę dzisiaj w ręce radnego Czopka. Nie. To znaczy jedynie, że dzisiaj już wie, że nie oddałaby tej władzy ani w ręce Miłosza Czopka, ani w ręce Konrada Antkowiaka. Można oczywiście powiedzieć – a co tutaj radna ma do gadania. Nic. Owszem, dzisiaj nic. Ale to jest wyraźny sygnał, nawet jeżeli dzisiaj mało jeszcze czytelny i słabo rozpoznawalny, że w najbliższych wyborach samorządowych, część wyborców będzie szukać gdzie indziej. Na pewno nie po stronie byłego wiceburmistrza i na pewno nie po stronie obecnego burmistrza.

I  – wracając do postawy radnej, bo z wypowiedzią radnej niekoniecznie muszę się zgadzać – nie można było chyba lepiej wyrazić tego rozczarowania obecną władzą. Zresztą bardzo wymowne to rozczarowanie, bo kto zna historię wschowskiego samorządu, szczególnie jego poprzednią kadencję, ten musi sobie zdawać sprawę, że gest radnej w obronie byłego wiceburmistrza jest gestem, który prawdopodobnie nigdy by się nie zdarzył, gdyby nie to rozczarowanie. Ten gest więcej mówi o atmosferze w tym depresyjnym mieście, niż tysiące słów tego lub innego radnego.

_______________________________________

Kto jednak nie bardzo orientuje się w sprawie, o której piszę, to poniżej podaję linki do obszernych relacji z dyskusji na temat wniosku rady powiatu górowskiego w sprawie rozwiązania umowy z Miłoszem Czopkiem:

  1. https://elka.pl/content/view/100072/82/
  2. https://zw.pl/news/rada-wyrazila-zgode-na-zwolnienie-milosza-czopka,143768

Może pora z tym skończyć. Piosenka

Miała być recenzja, ale to nie jest film na recenzję. Miał być esej, ale to nie jest film na esej. Chociaż, może jest. Na razie jest za to piosenka. Pod dużym wpływem filmu Charlie Kaufmana ,,Może pora z tym skończyć”

 

Może pora z tym skończyć

 

Nie ma śniegu chociaż pada

Jego wada,

Nie ma śniegu, nie wypada Śnieg cię zdradza i zawadza,

nie ma śniegu w tym obrazie, choć to tylko jest na razie

Nie ma śniegu

 

Nie ma słońca, choć się wdziera i udaje przyjaciela

Nie ma słońca, jego końca, gdy się włącza ktoś wyłącza

Nie ma słońca, tak bez końca, przyjacielu, zbyt niewielu

Nie ma słońca

 

Nie ma prawie, że wszystkiego, tego złego i dobrego

Nie ma okien, za którymi, ktoś bez okien, chłodnym okiem

Nie ma nobla, nie ma dobra, nie ma szansy, świat się marszczy

Świat w południe się wydaje, tylko zdaje

 

 

Znam cię dobrze, choć istniejesz, nie istniejesz na papierze

Na ulicy cię widziałem, spotykałem udawałem,

Sam na siebie tam wpadałem, niezbyt to jest powiedziane

Życie nie jest poskręcane

 

bo po śrubkach są otwory

A w otworach nikt nie mieszka, bo to miejsce na potwory

Które wiją sobie gniazda, pajęczyny, nie ma winy

One tańczą tam, świętują, wszystko robią bez przyczyny

 

to jest tylko dobra rada

Poza kadrem, czy coś jeszcze nam wypada, nie wypada

Czy możemy, choć nie wiemy, pozamieniać się rolami

Czy jesteśmy tylko tymi, niespiesznymi, zakrętami

 

Sojusz wschowskiego urzędu z lokalnym portalem

Foto: Stowarzyszenie Czas Art

19 czerwca na portalu Zw.pl pojawił się artykuł Kino Hel – tykająca bomba zegarowa ze zdjęciem kina i radnej Katarzyny Owoc-Kochańskiej. Pod artykułem ostatecznie pojawiło się 62 komentarzy, na facebooku pod linkiem do tego artykułu – 48 komentarzy. Gdyby je podsumować jednym zdaniem, to należałoby napisać, że polał się tam hejt na radną i stowarzyszenie. Chwilami dość niewybredny. Wszyscy, tak myślę, zapewne mieli pewność wtedy, że to artykuł redakcji. Że redakcja w końcu wzięła się w garść, poczytała o tej sprawie i zamieściła tekst.

Okazuje się jednak, że nie. Że to nie był tekst redakcji. Nie tylko dlatego, że nikt się pod tym tekstem nie podpisał, ale przede wszystkim dlatego, że ten sam tekst, nieco zmieniony, pojawił się miesiąc później w gazecie ,,Jestem ze Wschowy”, wydawanej przez Urząd Miasta i Gminy Wschowa.

Pamiętam, że w czerwcu, kiedy ten artykuł z portalu Zw.pl mignął mi na facebooku, kiedy zobaczyłem zdjęcie, wiedziałem, że to tekst, którego celem nie jest informowanie opinii publicznej o jakiejś sprawie. We mnie samym pojawiło się naturalne pytanie – a cóż takiego się stało, że portal postanowił ni z tego, ni z owego uderzyć w radną? Tym bardziej, że kilka dni wcześniej miała miejsce sesja Rady Miejskiej i ten temat, który stał się kanwą dla artykułu, omówiono wtedy. Radca prawny wypowiedział się na sesji, mówiąc, że gmina nie zwróci środków, których domagał się inwestor. A jednak ten artykuł zamieszczony na portalu nie informował o tym. Bo nie taki był jego cel. Ktoś kto śledził wtedy losy tego tekstu, być może pamięta, że zamieściłem wtedy polemiczny artykuł, myśląc, że polemizuję z podmiotową redakcją. Okazuje się, że nie polemizowałem z redakcją, tylko z Urzędem.

Miesiąc później, kiedy pojawiła się gazeta ,,Jestem ze Wschowy” informowano mnie, że w gazecie pojawił się artykuł o kinie, ale dodawano jednocześnie, że to inny artykuł. Nie ten sam, co na portalu.

Gazety nie miałem w ręce, ale Urząd zamieszcza poszczególne wydania swojej gazety w Internecie i można je przejrzeć TUTAJ. Kiedy w końcu do tego artykułu zajrzałem okazało się, że poza zmianą tytułu (w gazecie ma on tytuł – Wezwanie do odkupienia budynku po kinie Hel), zmianą szyku niektórych zdań, tak naprawdę ten artykuł niczym się nie różnił od tego, który został zamieszczony na portalu Zw.pl. Posiada nawet identyczne trzy śródtytuły. Owszem w gazecie zamieszczono inne zdjęcie, ale pod tekstem widniej podpis – A.Z. Porównanie tych tekstów zamieszczam w osobnym pliku tekstowym pod artykułem.

Jasne było dla mnie wtedy, że na pewno tego 19 czerwca, w piątek, redakcję Zw.pl przejął wschowski Urząd i tym sposobem załatwiał swoje interesy, udając w porozumieniu z redakcją Zw.pl, że to autorski tekst lokalnego portalu. I znowu pojawiło się we mnie pytanie – ile jeszcze takich tekstów zamieszcza Urząd na portalu, bo dla wszystkich średnio rozgarniętych było już wiadomo, że od pewnego czasu portal przestał tworzyć własne artykuły, a zamieszcza jedynie przedruki z okolicznych portali.

Okazuje się, że z tego lipcowego wydania ,,Jestem ze Wschowy” co najmniej cztery artykuły zostały zamieszczone na portalu. To jest:  Termomodernizjacja – skutki dla gminy ze strony 2, Fatalny stan miejskiego basenu ze str. 11, Spotkanie z premierem Saksonii ze str. 2 oraz wspomniany już – Wezwanie do odkupienia budynku po kinie Hel ze strony 5..

Co ciekawe – trzy pierwsze teksty są podpisane na portalu i brzmią identycznie, jak w gazecie. Tylko ten o kinie Hel został zmodyfikowany. Pewnie po to, żeby nikt nie rozpoznał, że ta dwa teksty mają ze sobą coś wspólnego. Myślę też, że stało się tak, ponieważ ten tekst, który pierwotnie został umieszczony na portalu, pomimo tego, że osiągnął swój cel, czyli hejt wylał się na radną, to jednak spotkał się na blogu Nowe Opinie i Wschowa.news ze zdecydowaną krytyką. I trzeba było jakoś zatuszować, że te teksty mają ze sobą coś wspólnego. Co ciekawe – poza zmianą tytułu i zmianą szyku niektórych zdań, tekst z gazety nie posiada jednego, kluczowego zdania, które na portalu brzmiało: Pismo podpisała wiceprezes stowarzyszenia, aktualnie pełniąca funkcję radnej Rady Miejskiej, Katarzyna Owoc-Kochańska. Jestem więcej niż przekonany, że Urząd zdawał sobie sprawę, że nie może to tak wyglądać, że w urzędowej gazecie dyskredytuje się opozycję. Mało tego, gdyby tak było, można by przecież uznać, że w sumie niczym się nie różni taka gazeta urzędowa od gazety ,,Nasze Wschowskie Sprawy”, która w poprzedniej kadencji ostro przecież z opozycją walczyła. A zdaje się, że obecnej władzy porównywanie jej z poprzednią, nie jest na rękę, bo nieustannie pozoruje, że jest władzą, zachowującą jak najwyższe standardy. Niestety, ale jest inaczej.

Dlaczego w tym udawaniu standardów pomaga lokalny portal? Niech każdy sobie na to pytanie sam odpowie.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, a może z tym tekstem było akurat odwrotnie. Urząd wcale nie podrzucił portalowi tekstu o kinie, a w gazecie wydawanej przez Urząd, osoba, która podpisuje się inicjałami A.Z. dokonała plagiatu, biorąc z Zw.pl artykuł, zmieniając czasami szyk zdań i publikując na łamach urzędowej gazety, jako swoje.  Jest to o tyle mało wiarygodne, że nie widać, aby w ostatnich miesiącach Zw.pl produkowało samodzielnie teksty, które później redaktor naczelny ,,Jestem ze Wschowy”, zamieszczałby na łamach urzędowej gazety. Właśnie jest odwrotnie. To gazeta ,,Jestem ze Wschowy” jest w stanie wyprodukować oryginalne teksty, które potem trafiają na łamy portalu Zw.pl. Warto więc mieć w pamięci, że od pewnego czasu pojawiają się na lokalnym portalu artykuły, które pochodzą z Urzędu, kreują politykę Urzędu, a czasami, jak w przypadku tekstu o kinie, powodują, że wylewa się hejt na radną opozycji.

porównanie tekstów

________________________________________________________

21 czerwca opublikowałem na blogu Nowe Opinie artykuł ,,Tykająca bomba propagandy. Kino Hel – fakty i mity cz. 1”. Nie miałem wtedy dostępu do wszystkich dokumentów i zakończyłem artykuł na 1 grudnia 2015 roku, czyli na opinii Narodowego Instytutu Dziedzictwa, które na wniosek z 13 października Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków odniósł się do wartości budynku w związku z tym, że inwestor zabiegał o rozbiórkę kina Hel. Przypomnę, że zwracałem uwagę na to, że do tego momentu Stowarzyszenie Czas Art. nie brało udziału w całej tej historii. A jego udział pojawił się 28 stycznia 2016 roku, kiedy złożył wniosek o wpis budynku po kinie Hel do rejestru zabytków. Dzisiaj mam już komplet dokumentów i wkrótce przedstawię wszystkie dokumenty oraz pokażę, co działo się po 1 grudnia 2015 roku w sprawie kina Hel.

Dodam tylko, że ktoś wtedy w komentarzu na blogu Nowe Opinie prosił o wniosek Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków do Narodowego Instytutu Dziedzictwa z 13 października 2015 roku – informują, że taki wniosek zamieszczę.

Ktoś inny pisał, że w ogóle cała ta dyskusja jest bezprzedmiotowa, ponieważ zgodnie z uchwałą Rady Miejskiej z 28 maja 2015 roku, dotyczącej planu zagospodarowania przestrzennego, lokalne prawo nie dawało takiej możliwości, aby dokonać rozbiórki kina Hel – w tej sprawie istnieją dwa dokumenty, dotyczące tej konkretnej sprawy (może jest ich więcej, ale mam dostęp do dwóch), tj. interpretacji tych zapisów dokonanych przez wschowski Urząd oraz Urząd Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. i te dokumenty również przedstawię.

 

Stryj prezydenta w PKP Cargo, żona wiceministra cyfryzacji w Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu, radna Nachaj w Spółce Komunalnej

Obudził mnie wczoraj głos zza światów. Taki wiecie – nie z tej ziemi. Jakby nie człowiek to był. Taki to był głos. I mówił też do mnie tak, hmm, no naprawdę, jak w filmach. Takim tubalnym głosem. Mniej więcej coś takiego:

– A ty Rafale Klanie, skoro pisałeś w poprzedniej kadencji, że radni z obozu rządzącego zatrudniani byli w Spółce Komunalnej i CKiR, dlaczego teraz milczysz, kiedy radna z obozu rządzącego we Wschowie dostała pracę w Spółce Komunalnej?

Na co ja, wystraszony, bo to noc była, odpowiedziałem:

– A skąd ja to miałem wiedzieć?

Na co ten głos do mnie w te słowa:

– Otwórz sobie w przeglądarce stronę internetową gminawschowa.pl, potem kliknij w ikonkę Biuletyn Informacji Publicznej, następnie kliknij tam w oświadczenia majątkowe, a następnie wpisz imię i nazwisko radnej – Agnieszki Nachaj i wybierz jej ostatnie oświadczenie, a dowiesz się, że w miejscu zatrudnienia ma wpisane – Spółka Komunalna, ul. Daszyńskiego 10, referent ds. księgowości.

To było w nocy, ale mówię sobie – no dobra, włączę komputer, sprawdzę. Włączyłem, sprawdziłem – rzeczywiście, no tak jest, jak głos jakiś zza światów mi mówi. Ale zaraz odpowiadam temu głosowi:

– Panie Głosie, ale coś się Pan mnie uczepił? Jak o tym pisałem, pracowałem w Zw.pl, a teraz to tam nie pracuję. Jesteś trochę nie na czasie, ponad rok minął. Weź ty Głosie budź tych, co pracują w Zw.pl, albo w Elce.pl, albo w jakichś innych mediach, a mnie daj spokój.

Na co Głos nie dawał za wygraną i tak nawijał:

– Ty człowieku marny nie sprzeciwiaj się woli bogom, woli głosów zza światów i w ogóle milcz. Otóż postanowiłem ci pomóc – mówił ten głos – i sprawiłem, że niejaki Antoni Duda, stryj prezydenta Polski, Andrzeja Dudy, znajdzie zatrudnienie w Radzie Nadzorczej PKP Cargo, zarabiając miesięcznie około 12 tysięcy złotych, jak donosi TVN24. Sprawiłem też, że  żona wiceministra cyfryzacji Andrzeja Andruszkiewicza, Kamila Andruszkiewicz zostanie prezesem jednoosobowego zarządu państwowej Fundacji Agencji Rozwoju Przemysłu. Jak donosi z kolei wyborcza.pl, wynagrodzenie roczne takiego jednoosobowego zarządu wynosi 175 tysięcy. To wszystko sprawiłem, żebyś mógł napisać, że za to u was we Wschowie radna z Rady Miejskiej we Wschowie ma pracę w Spółce Komunalnej.

I ten Głos jeszcze dodał:

– Poczytaj sobie, że jest oburzenie w kraju na takie zatrudnienia, a przecież wszystko to jest zgodne z prawem. Widzisz? Ty się lepiej ucz, a nie z głową w chmurach chodzisz. U was co? Lepiej?

Na co ja odpowiedziałem:

– Panie Głosie, kochaniutki, ale u nas burmistrz mówi, że jest progresywny, Trzaskowskiego popierał i nawet te, no, zdjęcia ma z Budką, to jak to tak? Żeś chyba sprawił te wszystkie zatrudnienia nie tam gdzie trzeba. Nie mogłeś sprawić, żeby zatrudniono we Wschowie jakiegoś radnego z PiS? Np. w powiecie? Bo wiem, że burmistrz płacze w koszule różnych osób, że tyle się o nim pisze, a o staroście wschowskim wszyscy milczą.

Na co Głos do mnie w te słowa:

– Com zrobił, nic ci do tego. Idź i napisz, bo to prawda, a nie żadna ściema. A co ja zrobiłem, to już zrobiłem, pamiętaj jednak, że wszystko po to, by ci pomóc, więc się nie opieraj Głosom zza światów.

No i co ja mogę. Musiałem o tym napisać. Owszem, rozmawiałem jeszcze o innych sprawach z tym Głosem, który mnie nawiedził w noc głuchą, ale nie wszystko mogę powtórzyć. Bo to, wiecie, jak to z Głosami. Lepiej z nimi nie zadzierać.

Nie ma dla nich zbawienia. Piosenka

Tytuł niby ,,Nie ma dla nich zbawienia”, ale mógłby brzmieć równie dobrze ,,Czyjaś żona”. Nie o żonę w sumie chodzi, ani nie o zbawienie, ale o to wszystko i jeszcze więcej. Tekst poniżej.

Tekst:
Nie dotykaj tego pomidora
Od tego
będziesz chora
Od tego pomidora z targu, czy skąd ty go przyniosłaś
Może nawet ze sklepu za pół ceny, z przetargu, za darmo, pod bluzką wyniesiona, jesteś czyjaś żona, a nie po prostu ona
Jest czyjaś żona, niezaproszona nigdzie niezrzeszona z nikim nieskłócona i niezadłużona
Czyjaś żona,
A on znowu tak się jakby patrzy
Od tego jest nieco starszy, od patrzenia, nic nie robienia, on raczej się nie zmienia,
pali papierosy, pójdzie do więzienia, bez tego nie ma dla nich zbawienia,
znowu wszystko jest zatrute, a ty zjadasz kolczaste druty,
niczego nie było i niczego nie ma, a reszta, to jest tylko ściema, pójdziesz do więzienia,
za oknami
za szybami, są tylko burze,
chuj na murze, ktoś napisał, się nie podpisał, będziesz za to wisiał,
głową w dół, głową walił w mur, będzie chór, i białe koszule i pełna sala, brawa, nie znam tego, co się nie podpisał
będziesz za to wisiał
Jesteś czyjaś żona, niekoniecznie zaproszona, na ten festiwal, który się nie odbywa, od lat, patrzysz zza krat, każdy jest przeklęty i to cię męczy, nikt ciebie w zachwycie nie wyręczy
W niedzielę na stole nie było rosołu, nie było kury w rosole, nie było talerzy na stole, słońce utknęło w gardle,
Dziękuję pojadłem, wszystko zjadłem.

Sierpień. Piosenka

Pod koniec sierpnia czasu jest mniej
Dwie obce armie już szykują się
I jedna jesienną pętlą wymachuje, przecież wiem
A druga intensywnie szubienicę buduje

Z końcem sierpnia gubię klucze do domu
Na wycieraczce śpię, nie powtarzaj tego nikomu
To takie słabe, gdy sąsiedzi muszą rano
Patrzeć, jak to sierpniowe ciało, jesienne armie pochłaniają

Nie myśl, że nie myślałem, żeby było inaczej, chciałbym, ale to nic nie znaczy
Nie myśl, że jeszcze to się powtórzy, nie powtórzy, sierpień zaraz u jesieni się zadłuży
Sprzeda swoje letnie sukienki bez żadnego targu, a potem nago i z workiem na głowie trafi do łagru
Może gdybyś to chociaż przewidziała, nikt nie mówiłby, że już wtedy znikałaś, razem z sierpniem się rozmieniałaś

Z końcem sierpnia wszystkie długi tracą sens, jesień w sztywnej garsonce spłaci je
Niebo letnim dymem już nie zaciąga się, zaczyna kaszleć, czeka je pewna śmierć
Letnie stopy paraliżuje strach, znowu pęknie na nich, pęknie cały świat
Znowu będziemy mieli w garści siebie, w czterech ścianach, będziemy się tylko, tylko powtarzać

Jak nie zostałem wyznawcą neoszamanizmu

Wyobrażam sobie, że Czytelnik może uznać, że powoli robi się na tym blogu dość niebezpiecznie. Bo co to ma znaczyć, że autor o mało co, a nie został kolejnym do kolekcji typem, który w swoich wędrówkach zabrnął tak daleko, że opuścił świat racjonalizmu, solidną kartezjanską pochwałę myślenia, a zaczął przemierzać świat zabobonów, New Age’u, jakiś praktyk od czapy itp.

Rzeczywiście też bym o to sam siebie zapytał, gdyby nie to, że mam daleko posuniętą niechęć do tego co tak zwane racjonalne myślenie zdążyło wyprodukować od czasów Kartezjusza i wydaje mi się, że jeżeli jeszcze w świecie matematyki i fizyki i tzw. nauk ścisłych robimy jakieś postępy, jako ludzkość, to już ten sam umysł w żaden sposób nie radzi sobie na poziomie społecznym. A więc wszędzie tam, gdzie identycznie, jak w naukach ścisłych, istnieje model autorytetu, który tak, a nie inaczej porządkuje świat, w którym na co dzień bierzemy udział.

Weźmy na przykład taką szkołę. Nie znam zbyt wielu osób, które twierdziłyby, że czas spędzony w tej instytucji był czasem, do którego chciałoby się wrócić. Raczej odwrotnie – większość osób jakie znam, uważa, że to czas stracony. Sam tak zresztą uważam. Pomijam oczywiście te indywidualne przypadki, które były prymusami i zwycięsko przemierzały kolejne szkolne lata w chwale i podziwie (do tego jeszcze wrócę, ale póki co, niech to tak na razie zostanie). Stephen King miał powiedzieć o swojej szkole, że nie wspomina jej dobrze, a jeżeli ktoś o swoich doświadczeniach edukacyjnych myśli inaczej, to raczej jest to człowiek, którego trzeba omijać szerokim łukiem. Z kolei Jacek Kuroń zapytany o najgorsze miejsca, w których spędził swój czas, wymienił między innymi więzienie i szkołę, ale tylko do szkoły nie chciałby nigdy więcej wracać.

Więc gdyby w ten sposób zestawić racjonalną zdobycz, jaką jest szkoła i urągający zdrowemu rozsądkowi neoszamanizm, to okazałoby się, że w świecie złotego racjonalizmu – i jedna i druga koncepcja powinny wydać się podejrzane. Jednak w świecie trochę mniej sterroryzowanym przez kartezjański racjonalizm, może ten neoszamanizm by się ostał. Bo szkoła na pewno nie.

Uczepiłem się tej szkoły, bo od co najmniej roku chodzą za mną badania, które w latach 70-tych bodajże przeprowadził we Francji Pierre Bourdieu. Pewnie osoby, które zajmują się na co dzień edukacją, znają jej wyniki, ale dla tych, którzy o nich nie wiedzą, pozwolę sobie je przywołać w krótkich słowach.

Krótko mówiąc Bourdieu na twardych danych pokazał, że system oświaty odtwarza strukturę społeczną. Ci, którzy wygrywają w szkole to osoby nieprzypadkowe, czyli dzieci, których rodzice w tej, a nie innej strukturze społecznej wygrali, mają jakiś sukces itd., itp. W przeważającej części rodzice z wyższym wykształceniem będą miały dzieci z wyższym wykształceniem i na odwrót. Co oczywiście nie znaczy, że w tym systemie nie ma miejsca na wyjątki. One oczywiście istnieją, bo w przeciwnym wypadku uznano by, nie zaglądając pod podszewkę, że to system z gruntu niesprawiedliwy i wymagający natychmiastowej naprawy.

Mało tego Bourdieu wykazał, posługując się znanym sobie pojęciem przemocy symbolicznej, że szkoła jest tak pomyślana, że jej wymagania są dopasowane do sposobu myślenia, życia, działania tej klasy społecznej, która decyduje, ma wpływ na to, jak np. społeczność lokalna funkcjonuje, a w szerszym planie, że szkoła dopasowana jest do klasy rządzącej. Te dzieci, które wychowują się w takich rodzinach, nasiąkają pewnym określonym sposobem myślenia, które jest przez szkołę nagradzane. Natomiast w żaden sposób szkoła nie jest przygotowana na nagradzanie osób, które nasiąkają w rodzinach, które nie mogą poszczycić się ani takimi osiągnięciami, ani takimi wpływami. I koło się zamyka i następuje reprodukcja, tzn. system oświaty produkuje osoby do sukcesu w świecie, który ten system oświaty stworzył. Albo inaczej – klasa dominująca narzuca warunki, które trzeba spełnić, żeby odnieść w świecie przez nich skonstruowanym jakikolwiek sukces. Te warunki będą szybko rozpoznane przez tych uczniów, którzy pochodzą z takich domów, pozostali będą musieli się podporządkować. Dlatego, jeżeli ktoś by słusznie zwrócił uwagę, że przecież nie tylko uczniowie klasy dominującej w przyszłości będą odnosić sukcesy – to odpowiedź na to jest oczywista. Oczywiście, że nie. Koszt tego jest taki, że te dzieciaki (i tutaj wracam do fenomenu prymusów) muszą na poziomie szkoły dopasować się do systemu, który szkoła nagradza, ponieważ w swojej naturze nie jest ona zainteresowana tym, czym dzieciaki przesiąkły w rodzinach, które nie należą do klasy rządzącej.

Bourdieu przeprowadził badania i przedstawił twarde dane na temat francuskiej oświaty. Natomiast dzisiaj mało chyba kto ma wątpliwości, że jego badania nie tylko stały się przełomowe, ale dotyczą one systemu oświaty pod każdą szerokością geograficzną. Również w Polsce.

Tak gwoli dygresji – jeżeli ktoś z Czytelników pamięta może moje zastrzeżenia co do funkcjonowania we Wschowie budżetu obywatelskiego za czasów burmistrzów Danuty Patalas i Miłosza Czopka, to powinien dostrzec w nich podobne intuicje. Ten budżet w żaden sposób nie miał obywatelskiego charakteru. Był tak pomyślany, że wygrywały w nim osoby, instytucje, które miały jakąś tam pozycję w mieście. On uczył, ten budżet, że cokolwiek miasto nie wymyśli, jest skierowane do zwycięzców, do tych zwycięzców, które miasto w tamtym czasie definiowało w ten sposób. Przegrani zawsze będą przegrani – uczył tak zwany wschowski budżet obywatelski.

A co z tym wspólnego ma neoszamanizm? Ano tyle, że słuchałem kilka dni temu podcastu Tomasza Stawiszyńskiego ,,Skądinąd” i jego rozmowy z Piotrem Jóźwiakiem, który od ponad 20 lat zajmuje się takimi ,,podejrzanymi” dziedzinami, jak astrologia, Tarot, neoszamanizm, enneagram itp. Jeżeli ktoś miał okazję wcześniej zetknąć się ze Stawiszyńskim, to wie, że to człowiek twardo stąpający po ziemi, prowadzący między innymi ,,Godzinę filozofów” w TokFm, rozmawiając tam z przeróżnymi osobami, najczęściej równie twardo stąpających po ziemi – fizyków, socjologów, filozofów, psychologów, którzy z ogromną precyzją rozbierają świat na czynniki pierwsze. To jednak w żaden sposób nie przeszkadza Stawiszyńskiemu od czasu do czasu rozmawiać z ekscentrykami, bo tak też ich określa, ludźmi, którzy zajmując się pozornie nieracjonalnymi dziedzinami, potrafią w sposób konsekwentny, spójny i w tej nieracjonalności – racjonalny, opowiadać o tym, co ich od dziesięcioleci zajmuje. Oczywiście nie trzeba zostać neoszamanistą, żeby sobie tego z przyjemnością odsłuchać. Ale trzeba – wbrew pozorom – mieć odwagę w tym pozornym świecie kultu rozumu i na to, aby wsłuchać się w to, co – w tym konkretnym przypadku – Piotr Jóźwiak ma do przekazania. Neoszamanistą nie będę, ale zawsze to wielka przyjemność posłuchać kogoś, kto funkcjonuje na obrzeżach społeczeństwa i ma się naprawdę dobrze. I tego też Czytelnikowi życzę – życia na obrzeżach lub w szczelinach. Jak kto woli..

Ps. Do systemu oświaty będę jeszcze wracał.

Kinga. Piosenka

Kolejna amatorska próba. Kolejne poza dźwiękiem próby. Raz lepiej, raz gorzej. No ale co zrobić.

 

Tekst:

Kinga zdała za pierwszym razem

Bo tam gdzie teraz mieszka myśli się inaczej

Niezależnie kto wygra tam wybory

Można z domu wychodzić, bez względu na porę

Czy padasz na kolana, czy wierzysz w bawoły

Wychodzisz na miasto i o nic się nie boisz

I żadna furgonetka, żadna marionetka

Nie jeździ po ulicach, żeby słowem cię zgnoić

Nie mówi przez megafon słów, które w tobie

Wywołują lek i klaustrofobię

Wszyscy jesteśmy równi, nikt nie jest potworem

Tak powiedziała Kinga, przed biletu odbiorem

A potem na twiterze jakiś pan z męskiej armii

Mówi, że są takie miejsca i proszę się nie martwić

Czy ktoś jest niebinarny, czy z obcej armii

Są raje, gdzie umiemy sobie z nimi poradzić

Gdyby Kinga żyła na Białorusi

Powiedziałaby, że nikt nic nie musi

Że wszyscy jesteśmy równi

I wszyscy mamy szacunek,

ale

ale jest warunek

Nie wychodź na ulicę, bo na ciebie nakrzyczę

Gdy jesteś inny, to jesteś winny

Gdy jesteś niebinarny, to jesteś z obcej armii

Obcą armię podbijamy, obce lądy dorzynamy

Nie wychodź z domu, słowa o sobie nikomu

Wyrzuć zdjęcie do rzeki, tam gdzie płyną nasze ścieki

Nie chcemy, żeby wasze ciało znowu zawyło

Na dobrym imieniu Kingi to by zaważyło

Co robi teraz Kinga, chyba się nie wypowie

Może jest pod palmami, a może na urlopie

I pewnie się nie dowie, że w jej kraju

Ludzie o siostrach i braciach rozprawiają

Bo przecież w jej kraju to temat zastępczy

Że ktoś butem w ryj dostanie, to tylko czyjeś zdanie

Nie ma dowodów, a jak są dowody

To tylko znaczy, że to nic nie znaczy

Te worki kości, co się tak pałętają

Bez ducha właściwego i bez bram do raju

Zgniją w ziemi, a właśnie w tej ziemi

Gdzie już dawno rosną ludzie głusi i niemi