Nocami nawiedza nas bogini Namagiri

W jednym z moich ulubionych filmów Gusa Van Santa, w ,,Buntowniku z wyboru”, profesor Gerald Lambeau, grany przez Stellana Skarsgarda w rozmowie z Robinem Wiliamsem (świetna rola psychologa/psychoterapeuty) wspomina matematycznego geniusza z Indii Srinivasa Ramanujana. Nie znam się zbyt dobrze na matematyce, ale o Ramanujanie każdy bez wyjątku twierdzi, że był to w historii matematyki niezwykły geniusz. Mój przyjaciel R. twierdzi podobnie, ale dodaje przy okazji, że geniusz Ramanujana mógł się rozwinąć tylko w Indiach lub w podobnym środowisku, bo Europa już wtedy rozpędzała się do tej formy edukacji, która każdy możliwy geniusz była zdolna spacyfikować poprzez procedury, instytucje, dostęp do wiedzy itp. Myślę, że R. trochę przesadza, bo spogląda na edukację przez polski pryzmat, ale co by nie mówić, Ramanujan twierdził, że wszystkie zaskakujące matematyczne odkrycia docierały do niego we śnie za sprawą hinduskiej bogini Namagiri. R. twierdzi, że w monoteistycznej Europie, skrajnie racjonalnej, geniusz Ramanujana nie mógłby rozwinąć skrzydeł.

Ramanujan w swoich obliczeniach szedł szeroko. Ponoć miał ambicje matematycznie wykazać strukturę wszechświata, jego obliczenia dzisiaj służą w teorii strun, która mówi co najmniej o 10 wymiarach, z czego 4 są znane człowiekowi, czyli długość, szerokość i wysokość oraz czas, pozostałe co najmniej 6 jest ludzkiemu doświadczeniu niedostępne. Nie o tym jest ten tekst, więc nie będę tego rozwijał. Dodam tylko, że Ramanujan z Indii trafił na chwile do Cambridge, gdzie wykładał inny wybitny matematyk G. H. Hardy. On, Hardy, miał powiedzieć kiedyś, cytuję: ,,Żaden matematyk nie powinien nigdy zapomnieć, że matematyka, bardziej niż jakakolwiek inna dziedzina sztuki czy nauki, jest domeną ludzi młodych”.

Kiedy przeczytałem ten cytat Hardy’ego przypomniałem sobie niezmiernie ciekawy teledysk do nieskomplikowanej piosenki Krzysztofa Zalewskiego ,,Miłość miłość”. Ale nie tylko. W ostatnich miesiącach przy różnych okazjach myślałem w podobny sposób, jak nie przymierzając prof. Hardy. Z tą różnicą, że nie brałem pod uwagę matematyki. Wszystko inne miałem w głowie poza matematyką. I nie będzie to żadna nowość. Po prostu w wieku 43 lat z jakąś melancholijną pewnością, powtarzam sobie, że to właśnie młodość jest początkiem niemal wszystkiego. To wtedy podejmuje się decyzje o wyborze partnera/partnerki, o wyborze studiów lub zawodu, zakłada się rodzinę, buduje dom lub szuka się mieszkania, bierze się kredyty lub korzysta z finansowej pomocy rodziny. Bez doświadczenia, bez wiedzy, bez świadomości pułapek, jakie niosą ze sobą tego rodzaju decyzje, podejmuje się wybory, które z czasem, im bardziej skutki tych decyzji się komplikują, próbuje się ich bronić, umacniać, wiązać. Jest w tym coś tak nieracjonalnego i szalonego, a zarazem coś naturalnego. Jakby w ludzką strukturę wpisana była potrzeba podejmowania decyzji w wieku, który pozornie nie nadaje się do tego. Bo przecież im człowiek starszy, tym niby mądrzejszy i bardziej doświadczony. Tak nas jakoś natura ukształtowała, że jednocześnie wraz z wiekiem, stajemy się bardziej powściągliwi, zdystansowani, mniej zdolni do ryzyka i – prawdopodobnie – naturalnie oddalamy się od bodźców, emocji, logiki, które nami kierowały przy podejmowaniu decyzji w młodości. Nie ma już ryzyka, szaleństwa, wyborów na całe życie. W zamian i w pewien sposób stajemy się niewolnikami tych śmiałych możliwości i przez resztę życia ich bronimy i je konserwujemy. Czasami zdarza się jednak, że się do nich obracamy tyłem. Być może, jakby tego chciał R. dzieje się tak na skutek tego, że wtedy mentalnie stajemy się przez chwilę Hindusami i nocami nawiedza nas bogini Namagiri.

Mam z tym podstawowy problem. Bo jeżeli prof. Hardy miał rację, to życie jest domeną ludzi, którzy w młodości zaryzykowali i dzisiaj niosą tego konsekwencje. Nie wiem więc, co jest jeszcze możliwe. Czy wszystko, o czym można było zdecydować, przeminęło i nie ma już do tego powrotu. Decyzje można już tylko naśladować, ale nie podejmować. W ramach tych decyzji można się tylko przyglądać ich konsekwencjom, ale nie można mieć już na nie wpływu. Tak jakby tylko w Indiach (w młodości) na chwilę otwierały się wrota wszelkich, najróżniejszych i nieprawdopodobnych możliwości. Ramanujana, hinduskiego geniusza matematyki, w Europie dręczyła bezsenność, ponoć chudł na potęgę, bo – zgodnie z religią hinduską – trzymał się diety, ubogiej diety, był weganinem, żył w skrajnej nędzy, gorzej niż w Indiach i w końcu umarł. Poradził sobie w końcu w Europie z chorobą, wrócił do rodzimego kraju i tam choroba dopadła go ponownie i zakończyła jego krótki żywot. Zmarł w wieku 33 lat. Niemal Chrystus.

1 thought on “Nocami nawiedza nas bogini Namagiri

  1. Pingback: Podsumowanie 2019 roku, czyli 12 najpopularniejszych tekstów bloga NoweOpinie (cz. 2) | nowe opinie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s